dnia | tygodnia | miesiaca | roku

O chomiku i kreciku

2014-12-21 00:30:59

choć mowa srebrem a milczenie złotem...

 

 

Bardzo chętnie opowiem Wam historię o chomiku i kreciku.

A było to tak…

Przez wiele lat, mały chomik żył sobie spokojnie. Niczym tysiące innych chomików codziennie tuptał po łące. Zbierał okruszki i nasiona, ziarna i pyszne drobiny owoców. Czynił to dla siebie i swoich bliskich. Codziennie sprzątał swoje gniazdo.

Lubił przebywać z innymi zwierzakami. Lubił się bawić i pracować. Czasem, jak każdy, bywał smutny lub zły. Najczęściej jednak się weselił.

Tak z natury był pogodny i przede wszystkim szukał dobrych stron życia. Cieszył się drobiazgami… Miłością bliskich, pięknem przyrody, uśmiechem i obecnością przyjaciół.

Zachwycał go niezwykły odcień niebieskości nieba, świeży zapach powietrza, soczysta zieleń roślin, wyjątkowe piękno kwiatów, kojący szum wody, wielobarwność tęczy, melodia deszczu, świszczący głos wiatru, czerń i złoto i srebro gwieździstych nocy. Czarowało go ciepło i jasność słońca, głęboki zapach lasu oraz wiele, wiele innych cudowności życia.

Od pewnego już czasu, mały chomik myślał nawet, że poznał już w życiu wszystko, co miał do poznania i że poznał już wszystkich, których mógłby poznać.

Otóż nic bardziej mylnego…

Pięknego, letniego dnia, kiedy ptaki ćwiczyły swoje gardła układając niezwykłe trele a lekki, delikatny zefir muskał przyjaźnie każdego, kto wszedł w jego drogę, chomik natknął się, wędrując po lesie na  pewnego zwierzaka, którego znał już od dawna. Dodajmy znał i  lubił. Do tej jednak pory, nie uświadamiał sobie, że oto w małym kreciku, odnajdzie  prawdziwego przyjaciela.

Krecika lubiło wiele zwierząt, wiele go podziwiało i wiele szanowało. Był on bardzo inteligentny i oczytany. Zachwycał  niezwykłą skromnością, naturalnością i ciepłem, które emanowało z niego wobec wszystkich. Był miły, bardzo towarzyski ale chyba trochę samotny.

Chomik i krecik czasem spotykali się w lesie. Z początku nieśmiało zagadywali jeden do drugiego. W miarę jednak czasu, znajomość między nimi rozkwitała na dobre. Razem, czuli się wybornie, cieszyli się pięknem przyrody, przemierzając bezkresy łąki. Prowadzili długie ciekawe rozmowy, pomagali sobie w drobnych codziennych czynnościach. Wspierali się w prostych codziennych sprawach. A to chomik pożyczył krecikowi trochę orzeszków na śniadanie, innym razem krecik podzielił się z chomikiem marchewką wykopaną z pobliskiego ogrodu.

Niestety, nie zawsze zły los pozwala na spokojny bieg wydarzeń.

Przyszła jesień…

Mały mądry krecik zachorował. Czuł się coraz gorzej i gorzej. Do tego wszystkiego zauważył, że zaczyna się gubić w znanych sobie od lat korytarzykach. Wreszcie był już taki słaby, że nie miał siły na nic. Koniec końców, postanowił, że nie będzie już więcej wychodził na powierzchnię ziemi i co  gorsza, przestanie się spotykać ze swoim przyjacielem chomikiem.

Kto to wie? Może mały zwierzak nie był w stanie podjąć żadnego wysiłku, bo był słaby i niewiele już widział w ciemnych korytarzach? A może po prostu, nie chciał sprawiać  chomikowi kłopotów?

Nie wiadomo, bo słuch po kreciku zaginął.

Po prostu, pewnego dnia zaszył się w jednym ze swoich długich i krętych korytarzyków i od tamtej pory chomik go nie widział.

Mały smutny chomik nie rozumiał co się stało. Krecik niczego mu nie wyjaśnił. W jednej chwili chomik poczuł się bardzo samotny. Bezmierny smutek zapanował w jego maleńkim sercu.  Z tego wielkiego nieszczęścia, on również zachorował. Bardzo, bardzo brakowało mu przyjaciela. I tak z samotności i tęsknoty, prawdopodobnie męczyliby się jeszcze dłuższy czas obydwaj. Osobno jednak. Straciliby ze sobą kontakt i przyjaźń, którą zupełnie się nie spodziewając zdobyli.

Całą tą sytuacją, zainteresowała się jednak sroka plotkarka. Wścibska i często natrętna, lubiła wiedzieć co się dookoła dzieje. Wszędzie więc, wtykała swój ostry dziób i wiecznie miała coś do powiedzenia. Najczęściej gadała głupoty i tym samym wszystkich drażniła. Tym razem jednak, paradoksalnie swoimi nieznośnymi działaniami pomogła w rozwiązaniu trudnej sprawy, jaka zaistniała między chomikiem a krecikiem.

Pewnego deszczowego dnia przyleciała mokra, jak zwykle irytująca i jak zwykle głodna. Bezwstydnie zaczęła wyjadać ziarenka i okruszki z gniazda chomika, wypytując przy tym o to co zaszło między przyjaciółmi. Wypytywała i wypytywała, dopóki nie zrozumiała, że najzwyczajniej na świecie, zawiodła komunikacja między krecikiem a chomikiem.

Niewiele myśląc, postanowiła wziąć sprawy w swoje pazurki i poleciała wprost do jednego z krecich kopczyków. Bezpardonowo, jak to ona, nieproszona, na siłę niemal, wpakowała się w za ciasne dla niej, ciemne i wilgotne korytarze. Błąkała się dość długo, aż wreszcie dotarła do maleńkiej norki, w której samotny, wychudzony i głodny leżał krecik. Był taki słaby, że ledwo mogła się z nim porozumieć. Z krótkiej jednak rozmowy, zrozumiała, że w wyniku choroby, zwierzaczek całkowicie stracił wzrok.

Jak to u krecików w naturze, zawsze widział słabiej od reszty zwierząt. Teraz jednak nie widział wcale. Skoro nie widział, nie mógł odnaleźć drogi wyjścia ze swoich krętych tuneli. Codziennie czuł się coraz gorzej i gorzej, aż wreszcie nie miał siły na to, żeby nawet łapką poruszyć. Wilgoć, głód i ciemność, zaczęły mu coraz bardziej doskwierać. Gdyby na samym początku choroby podzielił się swoimi obawami z chomikiem, pewnie nie doszłoby do takiej sytuacji. Nie chcąc jednak martwić przyjaciela, spowodował w efekcie, że teraz oto, on sam był w poważnym stanie a chomik czuł się przez niego opuszczony i bardzo samotny.

Sroka, jak na plotkarę przystało, opowiedziała krecikowi o smutku i tęsknocie chomika. Następnie poleciała w te pędy do chomika i wyjaśniła co się przydarzyło krecikowi. W ten oto  sposób przyczyniła się do uratowania przyjaźni.

Chomik zaprowadził chorego, już niemal ślepego krecika do dzięcioła, który wyleczył jego oczka i dobrał mu odpowiednie okulary. Krecik powoli dochodził do zdrowia.

Długo jeszcze razem z chomikiem, mali przyjaciele wyjaśniali trudną sytuację do której doprowadzili. Na sam koniec przyrzekli sobie, że już nigdy, przenigdy nie będą milczeć, kiedy trzeba mówić.  

 Tak sobie myślę kochani moi, że wniosków z powyższej historii  wyciągnąć można wiele. Dla mnie zaś najważniejszy jest taki, że choć przysłowie głosi iż mowa srebrem a milczenie złotem, nie wolno zostawiać najbliższych bez rozmowy. Właściwie dobrane słowa pozwalają nazwać nawet najtrudniejsze sytuacje, pozwalają zrozumieć…

 

Przeczytano: 3031 razy

Komentarze (0)
Loading...
Dołącz do
swoich znajomych!